
Mechanizmy konsumpcji, namiętności, rywalizacji i akumulacji dóbr materialnych były i są konsekwentnie kształtowane przez kolejne epoki jako narzędzia kontroli zbiorowej świadomości. Przez stulecia utrwalano je w strukturach cywilizacji, w systemach wychowania, w narracjach religijnych i ekonomicznych, aż stały się fundamentem, na którym opiera się współczesny model funkcjonowania społeczeństw.
Ci, którzy spoglądają z wyższych poziomów świadomości, rozumieją, że władza, prestiż i bogactwo są jedynie powierzchownymi refleksami znacznie głębszej gry, której kluczowym elementem jest umiejętne kształtowanie ludzkiej percepcji i kierowanie przepływem życiowej energii. Wszystko to formowane jest w granicach czasu.
To właśnie czas – najbardziej ulotna waluta Wszechświata – staje się zarazem narzędziem dominacji oraz fundamentem realizacji wszelkich zamierzeń. Ci, którzy potrafią zrozumieć jego naturę, zdobywają zdolność wpływania na losy jednostek, narodów i idei. Ci, którzy nie potrafią go wykorzystać, stają się jedynie energetycznymi zasobami w ogromnej strukturze podtrzymywanej przez cudze interesy.
Właśnie dlatego gra o wpływy – to w istocie gra o ludzki czas – o jego uwagę, koncentrację, pracę, emocje i życiową przestrzeń. Gdy jednostka traci świadomość własnej relacji z czasem, automatycznie podporządkowuje się siłom, które umieją tę relację wykorzystać dla własnych celów.
W tym sensie czas staje się w materialnej rzeczywistości nie tylko miarą istnienia, lecz również jego najgłębszą metafizyczną stawką. W kulturze popularnej niewiele produkcji odważyło się ująć ten problem z taką śmiałością jak film Lany i Lilly Wachowskich z 2015 roku, pt. „Jupiter: Intronizacja” („Jupiter Ascending”), będący równocześnie produkcją fantastycznonaukową, manifestem i gnostyczną przypowieścią obnażającą tajemnice życia i śmierci. W jednej z najbardziej zapadających w pamięć scen księżniczka Kalique, mająca 14 004 lat i reprezentująca starożytny ród Abrasax, z chłodną kurtuazją odsłania przed główną bohaterką – Jupiter Jones – sekret wiecznej młodości:
„– Każdy z nas ma kod optymalnej kondycji fizycznej, ale nasze geny tracą świeżość. Dawno temu ktoś wymyślił jak zastąpić stare komórki nowymi. Dziś to równie łatwe jak wymiana żarówki.
– A skąd macie te żarówki?
– Hodujemy je.
– Klonujecie?
– Nie. Klonom brak plastyczności genetycznej. Zaraza genów wywołana klonowaniem omal nie zgubiła ludzkości.
– Słyszałam, że ród Abrasax zaludnił Ziemię. Stamtąd bierzecie geny?
– Wasza Ziemia to malutki element w ogromnej całości. Dotknij mojej skóry. W twoim świecie ludzie walczą o zasoby, ropę, minerały, ziemię… Ale gdy masz dostęp do bezmiaru kosmosu pojmujesz, że tylko o jedno warto walczyć, dla jednego warto zabijać – więcej czasu. Czas to najcenniejszy towar we Wszechświecie”.
Wachowscy, posługując się językiem kina science-fiction, ukazują istotną prawidłowość: u fundamentów wszelkich systemów kontroli – nie leży prymitywne pragnienie akumulacji dóbr, lecz obsesyjna potrzeba podtrzymywania własnej egzystencji i umacniania władzy. Dla tych, którzy nią dysponują, czas życia staje się miarą panowania – im dłużej trwają, tym dłużej mogą oddziaływać na świat i kształtować jego struktury. Przedłużanie egzystencji może przybierać różne formy, jednak film ukazuje to w najbardziej brutalnym wymiarze: poprzez dosłowną ekstrakcję biologicznej substancji jako środka zapewniającego długowieczność.
Okultystyczne tradycje od dawna podkreślają, że prawdziwa waluta człowieka nie ma charakteru materialnego. Jednym z najcenniejszych dóbr jest czas jego istnienia. To właśnie ON, przeżywany świadomie, stanowi najpełniejszą miarę wolności i jedyne dobro, którego – z chwilą utraty – nie da się odzyskać.
Nadzwyczajna długowieczność rodu Abrasax nie jest więc przerysowaną fantasmagorią filmowego scenariusza. Jest symbolicznym echem tego, jak elity – ziemskie, astralne czy pochodzące z innych domen i gęstości Wszechświata – od zawsze traktowały życie istot o mniej rozwiniętej świadomości (w tym ludzi): jako zasób, walutę, kapitał biologiczny.
Nie powinno nas to ani dziwić, ani szczególnie szokować, skoro człowiek sam spogląda na zwierzęta w analogiczny sposób: jako na istoty przeznaczone do hodowli i konsumpcji. Jest to ogniwo większego porządku, w którym silniejszy rości sobie prawo do życia słabszego. Paradoks polega na tym, że człowiek, nie dostrzegając własnej roli w tej hierarchii, powiela logikę dominacji, która obejmuje również jego samego, wpisując się w wielopiętrowy łańcuch zależności obejmujący całą kosmiczną strukturę istnienia.
Powyższe twierdzenie dobitnie wyjaśnia scena, w której Titus Abrasax wprowadza Jupiter do magazynu wypełnionego tysiącami pojemników z jasnym, tajemniczym płynem:
„– Co to jest?
– Ma wiele nazw: regeneks, risel, nektar. Ma różne stopnie przydatności i jakości, a ten to nasz najczystszy i najcenniejszy produkt.
– Kalique się w nim zanurzyła…
– Oczywiście nie powiedziała skąd się go bierze. Robi się go z ludzi. Pojemnik to ekstrakt z około setki osobników. Twoja planeta to farma, Jupiter. Tysiące takich planet założyły rody takie jak mój, żeby zaspokoić rosnący popyt na dłuższe życie.
– Zabiłeś stu ludzi, żeby to zrobić?
– Nie ja…, ale tak, ktoś to zrobił. To jak rzeź stada bydła”.
W tym jednym obrazie – magazynu przechowującego „nektar” destylowany z ludzkiej substancji – ujawnia się cała gnostyczna prawda o hierarchii bytów i kosmicznym mechanizmie pochłaniania energii. Człowiek, istota o nieskończonym potencjale, zostaje sprowadzony do roli baterii, pokarmu, zasobu, towaru. Pomijając dosłowność filmowego przekazu i przechodząc na tory analizy symbolicznej, wystarczy spojrzeć na współczesny świat: pracę redukującą człowieka do wskaźników wydajności, ekonomię zbudowaną na wyciskaniu jednostki jak gąbki, medycynę, która częściej łagodzi objawy, niż usuwa przyczyny, podtrzymując tym samym ciągłość procesu, czy przemysł rozrywkowy sprzedający imitacje życia zamiast głębi i sensu.
Ludzie stają się paliwem dla sił, których nie znają, i których nie rozumieją. Pracownicy oddają swój czas, energię, młodość i zdrowie w zamian za wynagrodzenie, które rzadko rekompensuje rzeczywiste koszty ich wysiłku. Następnie – jako konsumenci – wydają ciężko zarobione środki, a wraz z nimi swoją uwagę i emocje, na produkty oraz usługi, które jedynie podtrzymują egzystencję i oferują chwilową, starannie kontrolowaną formę rozrywki. Jako obywatele przekazują systemowi kolejne porcje energii życiowej: angażują się w konfliktowe narracje polityczne, podtrzymują napięcia społeczne i reagują emocjonalnie na bodźce, które nieustannie pobudzają ich lęki, nadzieje lub gniew. Jeżeli trzeba – poświęcają swoje życie w wojennych zawieruchach. Nawet instytucje religijne, ubrane w szaty świętości, domagają się regularnej daniny w postaci lojalności, uwagi i psychicznej energii wiernych, karmiąc utrwalone przez wieki egregory, które czerpią siłę z podporządkowania tłumów.
Ostatecznie wszyscy przekazują to, co najcenniejsze: swój czas, swoją codzienną obecność, a w dłuższej perspektywie – własne życie. I czynią to w służbie interesów, które rzadko są ich własnymi.
Co zatem z indywidualnymi marzeniami i najszczerszymi pragnieniami serc? Dla systemów nie mają one żadnego znaczenia, chyba, że można je pozyskać, kontrolować i wykorzystać.
Z perspektywy systemu nie ma znaczenia, czy ludzie poświęcają swoje życie cudzej fortunie, ideologii, konsumpcji czy poczuciu obowiązku. Liczy się tylko jedno: aby ich czas nie pozostawał pod ich własną kontrolą. Aby nie inwestowali go w realizację własnych marzeń i nie kierowali go ku rozwojowi, który mógłby stać się konkurencyjną alternatywą dla istniejącego, ustanowionego porządku.
Zrozumienie tego mechanizmu prowadzi do wniosku, który film Wachowskich ukazuje w sposób wyjątkowo dosadny: człowiek pozostaje zasobem tak długo, jak długo nie uświadomi sobie, że jego czas jest jego własnością. Jeśli nie zacznie świadomie nim zarządzać, ktoś inny zrobi to w jego imieniu.
Czas można zainwestować albo go stracić.
Twoja uwaga jest towarem – kupowanym przez korporacyjne algorytmy. Konsumujesz produkty reklamowane na wielkich banerach. Głosujesz na kandydatów promowanych przez dominujące media. „Leczysz się” preparatami sponsorowanymi przez globalne koncerny farmaceutyczne. Gdy system nakazuje założyć maskę na usta – zakładasz. Gdy system nakazuje przyjąć eksperymentalny preparat medyczny – przyjmujesz. W każdej decyzji podejmowanej bez świadomości – sprzedajesz swoją energię, swój czas i swoje życie.
Jesteś baterią w maszynerii cudzych idei. Dopiero otworzenie oczu i wstąpienie na autonomiczną ścieżkę rozwoju czyni cię panem własnego czasu i życia.
Magazyn z tysiącami życiodajnych pojemników energii, pozyskanych z ludzkiej fermy staje się w tej perspektywie nie tyle futurystycznym obrazem, co metaforą ludzkiej codzienności – cywilizacyjnego rytuału ekstrakcji czasu, w którym każda nieświadoma istota, czy tego chce, czy nie, jest jednym ze „stu osobników” potrzebnych do napełnienia jednego pojemnika.
Czas żniw wciąż trwa – a od twojej świadomości zależy, czy staniesz się źródłem energii dla niewidzialnych struktur, czy też świadomie zaczniesz kształtować własne życie.
Wybór należy do Ciebie.
*Film Lany i Lilly Wachowski „Jupiter: Intronizacja” (ang. Jupiter Ascending); Produkcja: „Warner Bros. Pictures” 2015; cytaty z filmu w przekładzie: Artur Wierzchowski.
Arkadiusz Siejda
