
W grudniu 1928 roku Michaił Bułgakow rozpoczął pracę nad „powieścią o diable”. Okres ten zbiegł się z czasem jego największego zmagania z rzeczywistością komunistycznego reżimu, który dla pisarza i dramaturga pokroju Bułgakowa był źródłem nieustannego bólu i duchowego rozdarcia. Jego twórczość – pełna pasji, metafizycznej wnikliwości i literackiej odwagi – była nieustannie sabotowana, reglamentowana, cenzurowana, wypychana na margines sowieckiego życia literackiego. To właśnie w tej atmosferze duchowego zniewolenia powstały jego dwa najgłębsze, najbardziej osobiste dzieła, które nie ukazały się drukiem za jego życia: teatralna adaptacja „Don Kichota” Cervantesa oraz „Mistrz i Małgorzata”. Dwa utwory, z pozoru odmienne, w rzeczywistości przenikają się w sposób zaskakujący, tworząc wspólną opowieść o niespełnionej wolności, o bólu duszy, która nie godzi się na kajdany rzeczywistości, i o człowieku, który ponad wszystko pragnął wyrwać się z żelaznej klatki zbudowanej mu przez Stalina.

Zakochany w powieści swojego hiszpańskiego imiennika Miguela de Cervantesa, Bułgakow nauczył się jego rodowitego języka, aby w oryginale cieszyć się przygodami przesławnego rycerza: „Z pożądaniem zerkam na hiszpański egzemplarz „Don Kichota”. Zaraz do niego się zabiorę”1. Postać Don Kichota, tak bardzo przepełniona ideałami, zapadła Bułgakowowi głęboko w serce. Pisarz doskonale rozumiał, że prawdziwy sens arcydzieła Cervantesa nie tkwi w komediowej farsie, lecz w przedstawieniu systemowej rzeczywistości, która reaguje wrogo na wszelkie akty wolności. Don Kichot – „szaleniec”, który tak naprawdę widzi więcej niż uczeni pragmatycy – wielokrotnie udowadnia nad nimi swą moralną i intelektualną przewagę. To bohater, który kieruje się sercem, intuicją i niezłomną wiarą w dobro; i dlatego żadna władza, żadne prawo, żaden porządek nie jest w stanie zatrzymać go przed realizacją tego, co jest dla niego świadectwem wolnej woli.
Bułgakow widzi w Rycerzu Smętnego Oblicza siebie – szlachetny promień pośród wszechogarniającego zniewolenia. Dlatego też w czteroaktowej inscenizacji „Don Kichota” Michaił zmienia zakończenie i wkłada w usta leżącego na łożu śmierci bohatera takie oto słowa: „Obawiam się, że nie wyleczył mojej duszy, tylko ją wyjął, ale innej nie włożył… Pozbawił mnie najcenniejszego daru, jaki ma człowiek, pozbawił mnie wolności! Na świecie jest dużo zła, Sancho, ale najgorsze jest zniewolenie! On obezwładnił mnie, Sancho…”2. Szatański spisek, do jakiego doprowadzili przyjaciele Don Kichota, w rezultacie pozbawił go duszy i życia. Trudno też o bardziej bezpośrednią, bolesną metaforę tego, co spotkało samego Bułgakowa w kraju, któremu próbował służyć, i który go zdusił jak duszę Don Kichota wyjętą z ciała przez akademickich strażników systemu. W międzyczasie ucieka on od świata hipokryzji i powszechnej inwigilacji – do przepełnionej magią „powieści o diable”. Samson Carrasco, „wieczny figlarz i prześmiewca z dziedzińców salamantyńskiej szkoły”3, czyli ten, który za sprawą pewnego żartu sprowadził do „rzeczywistości” Don Kichota, musiał żartować trochę więcej i dłużej w powieści „Mistrz i Małgorzata” jako pomocnik diabła – Korowiew-Fagot. Bułgakow mści się w swojej powieści na Samsonie Carasco, który jawi mu się jako archetyp współczesnych mu komunistycznych donosicieli i szpiegów.

Zanim jednak powstała ostateczna wersja „Mistrza i Małgorzaty”, Bułgakow niszczył, palił, przerabiał, przepisywał swoje rękopisy. Jak widać, myśl, która zakwitła w jego głowie, nie dawała mu spokoju, aby przemienić się w Słowo i przynieść mu ulgę w zupełnie innym wymiarze. Przekonuje się też, podobnie jak powieściowy Mistrz, że „rękopisy nie płoną”, a ostateczną wersję powieści dyktować będzie żonie, niemal niewidomy, w agonii, do końca swoich dni.
Tak samo jak „Don Kichot” Cervantesa, „Mistrz i Małgorzata” Bułgakowa są utworami, które odbieramy nie intelektem, lecz szóstym zmysłem – głębokim, intuicyjnym czuciem. Autorzy tych utworów na własnej skórze poznali, czym jest fizyczne więzienie i brutalne zabiegi próbujące ograniczyć bądź zniszczyć duchową swobodę, dlatego ich największe dzieła są manifestacją nieograniczonej energii twórczej o bardzo wielkiej magicznej mocy. Cervantes i Bułgakow poznali sekret alchemików i zwyciężyli śmierć, a stało się to dlatego, ponieważ nieśli pochodnię wiecznej mądrości tam, gdzie inni nie chcieli.

Dla wielu dość intrygujące jest przedstawienie postaci Szatana w „Mistrzu i Małgorzacie”. Imię Woland było średniowiecznym synonimem księcia ciemności. Wykorzystał je również Goethe w „Fauście”, a konkretnie w scenie, podczas której czarownik wraz z Mefistofelesem udają się w Noc Walpurgii na górę Brocken: „Precz! Junkier Voland idzie, tłumku miły!”4. Szatan u Bułgakowa przechodzi wielką przemianę. Nie jest już uwięzionym w dziewiątym kręgu piekła monstrum, pożerającym zdrajców, ani podstępnym i kipiącym wolą zemsty buntownikiem z „Raju utraconego” Miltona, który poniekąd stał się ikoną dla wszystkich rozczarowanych życiem nieszczęśników. Naiwne próby przechwycenia ludzkich dusz, jakie miały miejsce w „Fauście” Goethego bądź w „Mistrzu Twardowskim” Kraszewskiego, też nie są już jego domeną. Woland pogodził się ze swoim losem i funkcją, jaką musi pełnić na świecie. Jego zło bowiem zawsze w dobro zostawało przemieniane. Pojawia się wśród ludzi jako dostojnie ubrany starszy jegomość, nadzwyczaj kulturalny i szarmancki. Kreuje się na uczonego bądź arystokratę (często korzysta z obu opcji) z niesamowitym bagażem doświadczeń. Zadziwia swych rozmówców wybitną elokwencją i intryguje opowiadanymi wspomnieniami z czasów nieosiągalnych czasowo dla śmiertelników. Z identycznego motywu skorzystał w XIX wieku słynny Aleksander Dumas, który w cyklu powieści „Pamiętniki lekarza” stworzył postać Józefa Balsamo (inaczej Cagliostro). Dumas wzorował się oczywiście na postaci historycznej czarnoksiężnika o tym samym imieniu, jednak wzbogacił postać o takie składniki, że do końca czytelnik nie ma pewności, czy Balsamo jest wielkim magiem, czy też wcieleniem diabła… Podobną drogą podążył Andrzej Juliusz Sarwa, uznawany za mistrza polskiej powieści metafizyczno-demonologicznej. W swoim czterotomowym cyklu o rodzie Białeckich kreuje on postać antagonisty jako uczonego czarnoksiężnika i jednocześnie demoniczną istotę – która niczym mroczny przewodnik towarzyszy kolejnym pokoleniom polskiego rodu, prowadząc ich przez stulecia historii.
Diabeł Bułgakowa, choć uważa siebie za suwerennego władcę, w rzeczywistości jest narzędziem Stwórcy. Prowokuje ludzi, aby ukazać im ich własne błędy. W powieści „Mistrz i Małgorzata” wraz ze swoją piekielną świtą robi niesłychane zamieszanie w Moskwie, które obnaża obłudę komunistycznego systemu i hipokryzję pojedynczych jednostek. Woland odczuwa słabość do ludzi, których uważa za wartościowych i pomaga im, jak w przypadku Mistrza i jego oblubienicy. Za sprawą swoich niecnych czynów wprowadza niektórych na prawidłową ścieżkę życia. Przykładem jest tu poeta Iwan Nikołajewicz Ponyriow, znany pod pseudonimem Bezdomny, który porzuca ateistyczną filozofię, by odnaleźć spokój w wewnętrznym uduchowieniu. Inni zaś, osobnicy wyjątkowo nikczemni bądź głupi, są przez niego traktowani z najwyższą brutalnością. Zatwardziały ateista i komunista Berlioz ginie pod pociągiem na Patriarszych Prudach, szpicel baron Meigel zaś zostaje złożony w ofierze na słynnym balu u Szatana.
„Ta powieść to mój grób. Wszystko już przemyślałem, wszystko jest jasne” – pisał w 1937 roku Michaił, który jak Wolfgang Amadeusz Mozart tworzący „Requiem”, czy też Tadeusz Oszubski pracujący przy swoim ostatnim dziele pt. „Szepty szatana”, zdał sobie sprawę z wiszącego nad jego głową fatum. Michaił Afanasjewicz Bułgakow umarł 10 marca 1940 roku. Odszedł z tego świata kolejny Rycerz Smętnego Oblicza, który mawiał, że wolnym jest tylko ten, kto czyni dobro… Kim więc był Woland dla Bułgakowa? Woland udowodnił pisarzowi, że rękopisy nie płoną. Wskazał mu drogę ukojenia, lecz i nie oszczędził mu strapień w wielowymiarowej powieści, by potem, wiele lat po jego śmierci, wskrzesić zapomnianego literata i obwieścić światu „Mistrza i Małgorzatę” jako najważniejszą powieść XX wieku.

O ironio, „powieść o diable” Bułgakowa, oskarżana przez środowiska konserwatywne jako książka z satanistycznym podtekstem, od lat 60. XX wieku zmienia nastawienie komunistycznego społeczeństwa ZSRR oraz jego republik, które po wielu latach ateistycznego terroru przypominają sobie o duchowości… Zaczytani w „Mistrzu i Małgorzacie” ludzie zaczynają wypożyczać z cerkwi Biblie bądź w tajemnicy „pod ladą” wykupywać ją z antykwariatów. Bułgakowska „powieść o diable”, jego „ewangelia” z zawrotną prędkością obiega świat. Wielu uduchawia, innych przeraża, trzecich zaś popycha w objęcia mocy Wolanda… Dekadencki świat zachodni przyjął książkę Bułgakowa równie przychylnie, jednak z pewną różnicą. Sympatia dla diabła, poprzedzona wiekopomnym poematem Miltona, dziełami George’a Byrona czy Williama Blake’a, wniknęła głęboko w ramy popkultury, stając się ikoną nowej mody.
Największy rozkwit i publiczna manifestacja oddawania czci Szatanowi przypadły właśnie na lata 60. XX wieku. Nie przypadkowo powieść „Mistrz i Małgorzata” została opublikowana (początkowo w wersji ocenzurowanej) w 1966 i 1967 roku. Natychmiast też przetłumaczono ją na inne języki. Pierwsza polska wersja ukazała się w 1969 roku. W Noc Walpurgii 1966 roku Anton Szandor LaVey zakłada w San Francisco Kościół Szatana. Po tym wydarzeniu na światło dzienne wychodzą kolejne satanistyczne sekty, które zrzeszają coraz to większe masy ludzi, w tym celebrytów i polityków. Rok później pisarz Ira Marvin Levin publikuje satanistyczną powieść grozy pt.: „Dziecko Rosemary”. Roman Polański pisze scenariusz i reżyseruje film na podstawie książki Levina, który w 1968 trafia do kin. W planach Polańskiego jest również zekranizowanie „powieści o diable” Bułgakowa – niestety projekt ten nigdy nie zostaje zrealizowany. W tym samym roku wychodzi album muzyczny „Beggars Banquet” The Rolling Stones’ów, który otwiera piosenka pt.: „Sympathy for the Devil” („Współczucie dla Diabła”), inspirowana powieścią „Mistrz i Małgorzata”. Do napisania utworu nakłonił ich reżyser okultystyczno-homoseksualnych krótkometrażowych filmów Kenneth Anger (właśc. Kenneth Wilbur Anglemyer), zafascynowanym Thelemą Aleistera Crowleya i mistrzowskim dziełem rosyjskiego powieściopisarza.
W kontekście tych kulturowych rezonansów, „Mistrz i Małgorzata” nie tylko przetrwała dekady cenzury, lecz stała się katalizatorem globalnych zmian. Bułgakow, niczym Cervantes, pozostawił po sobie dziedzictwo, które nie płonie, lecz oświetla ścieżki tych, którzy próbują zrzucić ciężkie kajdany zniewolenia. W erze, gdy współczesne reżimy iluzji – czy to polityczne, religijne czy kulturowe – nadal próbują gasić iskry buntu, powieść Bułgakowa przypomina: nawet w żelaznej klatce dusza pozostaje niepokonana, a Woland – z całym swoim ironicznym wdziękiem – jest lustrem, w którym widzimy nasze własne demony. W ten sposób, „Mistrz i Małgorzata” nie kończy się na ostatniej stronie, lecz trwa w każdym akcie oporu wobec iluzji, prowadząc nas ku temu, co Cervantes nazwałby „wolnością serca” – ostatecznym zwycięstwem nad wielkim demiurgiem, który więzi, lecz nigdy nie pokona tej Iskry, która rozpala Serca.
„Mistrz i Małgorzata” nie jest powieścią tylko o diable. Jest ponadczasową opowieścią o wolności, o jej cenie, jej ciężarze, i jej nieśmiertelności. „Mistrz i Małgorzata” staje się mostem między światem człowieka a tym, co wieczne.
Arkadiusz Siejda
* Nazwisko „Bułgakow” jest jedyną poprawną formą w języku polskim, zgodnie z zasadami transkrypcji stosowanymi przez Krzysztofa Tura – tłumacza dzieł pisarza i autora „Kroniki życia Michaiła Bułgakowa”.
1 Michaił i Jelena Bułhakowowie „Dziennik Mistrz i Małgorzaty”, tłum. Margarita Bartosik, Wydawnictwo Muza SA 2013, str. 436.
2 Aleksiej Warłamow „Michaił Bułhakow. Biografia Mistrza”, tłum. Margarita Bartosik, Wydawnictwo Świat Książki 2017, str. 724.
3 Miguel de Cervantes „Przemyślny rycerz Don Kichot z Manczy. Część II”, tłum. Wojciech Charchalis, Wydawnictwo Rebis 2019, str. 104.
4 J. W. Goethe „Faust”, tłum. Feliks Konopka, Państwowy Instytut Wydawniczy 1977, str. 179.
