• Przejdź do głównej nawigacji
  • Przejdź do treści
  • Przejdź do stopki
Księgarnia internetowa
Wydawca Arkadiusz Siejda

Wydawca Arkadiusz Siejda

  • Facebook
  • Instagram
  • TikTok
  • YouTube
  • Ars Diavoli
  • Książki
    • okultyzm
    • horror
    • klasyka
    • eseje
    • literatura obyczajowa
    • komedia
    • thriller
    • sensacja
    • kryminał
    • publicystyka literacka
  • Autorzy
  • Projekty okładek
  • Blog
  • O mnie
    • O mnie
    • Kontakt

Fulcanelli „Tajemnica Katedr” – Przedmowa Wydawcy

29.03.2026

Katedra należy do tych wielkich dzieł ducha, których istoty nie odsłania ani wykładnia teologiczna, ani interpretacja historyczna, ponieważ wyrasta z Tradycji, w której architektura była zarazem mową symbolu i narzędziem wtajemniczenia. W jej kamieniu spoczywa nauka zasłonięta hermetycznym welonem, rozproszona w portalach, rozetach, figurach i proporcjach, jakby dawni mistrzowie rozpisali w murze traktat przeznaczony wyłącznie dla tych, którzy umieją czytać znaki milczenia. To zaszyfrowane świadectwo wiedzy surowszej, starszej i głębszej od tej, którą zwykło się wiązać ze znaną nam historią. W tym ujęciu katedra przestaje być martwym zabytkiem: staje się miejscem ukrytej obecności, kamiennym korpusem tajemnicy, w którym przechowano naukę o świetle, ogniu i przemianie.

Zanim czytelnik wkroczy w ten kamienny labirynt, winien zatrzymać się przy duchowym pomniku tego, który przywrócił pamięć o hermetycznej mowie katedry. Fulcanelli, jak przedstawiał go jego najwierniejszy uczeń Eugène Canseliet, był człowiekiem jakby wyjętym z innego wieku – istotą z innej epoki, o staroświeckich manierach, osobliwym sposobie bycia i zainteresowaniach tak niezwykłych, że mimowolnie przyciągał uwagę otoczenia. Pseudonim „Fulcanelli”, przyjęty zgodnie z wymogami Tradycji, łączy imię rzymskiego boga ognia Wulkana z kananejskim El, wskazując na Ogień Tajemny – tę hermetyczną siłę, która uduchowia materię.

Canseliet zetknął się z Mistrzem w roku 1915, mając zaledwie szesnaście lat. Od tamtej chwili stał się nie tylko jego uczniem, lecz strażnikiem pamięci o nim, depozytariuszem jego nauki i najważniejszym świadkiem ziemskiej obecności. Fulcanelli przedstawił młodego adepta Julienowi Champagne’owi – artyście obdarzonym rzadką zdolnością przenikania symboliki alchemicznej i pojmowania jej nie tylko w wymiarze teoretycznym, lecz operacyjnym i duchowym. Champagne stał się współtwórcą wizualnej warstwy dzieł Mistrza, tym, który potrafił przełożyć hermetyczną naukę na język rysunku z niezwykłą ścisłością i wiernością. Dzięki niemu figury, znaki i reliefy omawiane przez Fulcanelliego otrzymały formę tak precyzyjną, że same stały się częścią przekazu.

W roku 1922, gdy Fulcanelli kończył swoje najważniejsze dzieło „Le Mystère des Cathédrales”, czyli naszą „Tajemnicę Katedr”, kilkakrotnie odwiedzał Canselieta w laboratorium gazowni Usine à Gaz de Sarcelles. Podczas jednej z tych wizyt Mistrz przekazał uczniowi niewielką ilość proszku projekcyjnego – kamienia transmutacyjnego złożonego z jednej części złota i jednej części Kamienia Filozoficznego – oraz niezbędne wskazówki do wykonania alchemicznej transmutacji. W obecności samego Fulcanelliego, Juliena Champagne’a oraz chemika Gastona Sauvage’a Canseliet dokonał projekcji, przemieniając sto gramów ołowiu w czyste złoto. Dla samego Canselieta wydarzenie to nigdy nie stanowiło istoty alchemii. Po latach wielokrotnie podkreślał, że celem Wielkiego Dzieła nie jest samo wytwarzanie złota, lecz osiągnięcie Kamienia Filozoficznego – Lekarstwa Uniwersalnego, zasady doskonałej przemiany obejmującej zarówno materię, jak i samego adepta. Projekcja w Sarcelles była materialnym znakiem, że za słowami Mistrza stoi rzeczywistość operacyjna, a za hermetycznym wykładem – realna moc działania. Canseliet dawał zarazem do zrozumienia, że Fulcanelli dopuścił do tej operacji przede wszystkim ze względu na niego samego, nadając jej wymiar inicjacyjny, jak gdyby pieczętował nią duchowe narodziny adepta.

Fulcanelli ukończył „Tajemnicę Katedr” właśnie w tym pamiętnym dla swojego ucznia roku 1922, natomiast pierwsze wydanie dzieła ukazało się w Paryżu we wrześniu 1926 roku nakładem Jeana Schemita, z przedmową Eugène’a Canselieta oraz trzydziestoma sześcioma tablicami opartymi na rysunkach Juliena Champagne’a. Nakład wynosił zaledwie trzysta egzemplarzy, co od początku nadawało dziełu charakter księgi przeznaczonej dla bardzo elitarnego grona odbiorców. Cztery lata później, w roku 1930, u tego samego wydawcy ukazała się druga publikacja Fulcanelliego pt. „Les Demeures Philosophales”. Dzieło to, również poprzedzone przedmową Canselieta i wzbogacone tablicami Champagne’a, rozwijało naukę obecną już w „Tajemnicy Katedr”, rozszerzając jej pole na architekturę, ornament, język ezoteryczny i znaki rozsiane po rozmaitych formach kultury.

Obie publikacje stały się dla Fulcanelliego zamknięciem pewnego rozdziału i etapem wycofania się w cień. Canseliet pisał później, że Mistrz pragnął zachować w tajemnicy swoją rzeczywistą tożsamość, a świeckie nazwisko raz na zawsze zastąpić imieniem przyjętym zgodnie z wymogami Tradycji. Porzucił więc dawną postać niczym zużytą wylinkę, aby kontynuować Wielkie Dzieło w nowej, wyższej i bardziej subtelnej postaci. Po roku 1930 świadectwa dotyczące Fulcanelliego stają się rzadsze, lecz bynajmniej nie znikają. Przeciwnie – właśnie z tego późnego czasu pochodzą relacje najbardziej zagadkowe.

Do najgłośniejszych należy spotkanie z chemikiem Jacques’em Bergierem w czerwcu 1937 roku. Według przekazu rozpowszechnionego później przez samego Bergiera, nieznajomy utożsamiony przez niego z Fulcanellim miał przestrzec, że ludzkość zbliża się do momentu uwolnienia energii jądrowej, której skutki mogą przybrać wymiar katastrofalny. Sprawa ta zwróciła z czasem uwagę amerykańskiego wywiadu wojskowego G-2, który podjął bezowocne próby odnalezienia legendarnego alchemika. W ten sposób Fulcanelli wkroczył już nie tylko w obręb hermetycznej legendy, lecz również na granicę nowoczesnego mitu – tam, gdzie tajemnica alchemii spotyka się z grozą techniki zdolnej przeobrazić los całej ludzkości.

Najbardziej zagadkowa, a zarazem najbardziej niezwykła relacja wiąże się jednak z Hiszpanią. W roku 1953 Canseliet otrzymał od Fulcanelliego znak wzywający go na spotkanie. Udał się w okolice Sewilli, skąd anonimowy emisariusz przewiózł go samochodem do zamku położonego wysoko w górach – miejsca, które okazało się enklawą alchemików. Tam doszło do ostatniego spotkania ucznia z Mistrzem. Fulcanelli, który według chronologii przywoływanej przez Canselieta powinien mieć wówczas sto trzynaście lat i którego uczeń pamiętał z lat dwudziestych jako „pięknego starca”, ukazał mu się jako człowiek zdający się być w jego własnym wieku – pełen świeżości, siły, witalności i osobliwego blasku młodości. Najgłębszy wymiar tego świadectwa nie leży jednak wyłącznie w cudownym odmłodnieniu. Przed Canselietem miała się ukazać istota androgyniczna – Boski Androgyne, w którym pierwiastek męski i żeński osiągnęły doskonałą coniunctio oppositorum. Wygląd Mistrza był jak żywa hipostaza pierwotnej androgynii, alchemicznej Rebis, w której przeciwieństwa zostają zniesione w realnej, oddychającej i obecnej formie. Canseliet podkreślał z naciskiem, że Mistrz nie był już zwykłym człowiekiem, lecz istotą ponadpłciową, pozaczasową, wykraczającą poza zwykłą ludzką morfologię. W tej postaci urzeczywistniała się najwyższa zasada alchemiczna: powrót do stanu sprzed rozdarcia, do pierwotnej jedności, w której męskość i żeńskość, młodość i starość, ciało i duch przestają się sobie przeciwstawiać.

Z hiszpańskim spotkaniem wiąże się również wątek trzeciej książki – „Finis Gloriae Mundi”, którą Fulcanelli miał przekazać Canselietowi, zaznaczając zarazem, że czas tej publikacji jeszcze nie nadszedł. Książka pod tym tytułem została ostatecznie opublikowana, jednak jej status jako autentycznej, zamierzonej przez Fulcanelliego trzeciej księgi do dziś pozostaje przedmiotem sporów.

U początku „Tajemnicy Katedr” stoi więc nie tylko sama książka, lecz również postać, która z czasem urosła do rangi symbolu. Fulcanelli jawi się zarazem jako autor, adept, mistrz i zagadka – jako ten, który nie tylko opisał labirynt, lecz sam wpisał swoje istnienie w jego tajemniczą strukturę.

Fulcanelli należał do tych pisarzy, którzy nie opisują świata w sposób prosty i linearny. Jego język nie jest narzędziem zwykłego wykładu, lecz kunsztowną maszynerią aluzji, przemieszczeń i wtórnych znaczeń. Posługiwał się argotem, kabałą fonetyczną – ową mową argotierów, w której dźwięk i sens splatają się w symfoniczną całość – grą słów, kalamburem, aluzją i wielowarstwową analogią. Język był dla niego narzędziem odsłaniania sensów ukrytych, zbliżenia się do Mowy Bogów. Słowo nie jest u niego martwą jednostką słownikową, ale żywym naczyniem, w którym osadza się pamięć argotyckiej wiedzy.

I właśnie w tym tkwi prawdziwa istota dzieła Fulcanelliego, bo gdybyśmy dziś potrafili rozłupać grubą skorupę kamienia i uwolnić uwięzionego w nim Ducha, musielibyśmy uznać, że czerpiemy z materii będącej pozostałością po dawnych, ogromnych cyklach istnienia. Żywimy się tym, co przetrwało po minionej potędze. Można powiedzieć brutalniej: żyjemy na kościach dawnych bogów. Z ich mineralnych szczątków budujemy domy, z ich krwi napędzamy maszyny, z ich pozostałości tworzymy cywilizację, która w swojej pysze uważa się za początek, choć jest raczej późnym epilogiem. W tym sensie jesteśmy bardziej spadkobiercami cudzego testamentu niż świadomymi twórcami własnej formy.

Fulcanelli to wiedział.

Na zakończenie pragnę wyrazić wdzięczność Athanorowi, który podjął się pierwszego, a zarazem wiernego przekładu „Tajemnicy Katedr” na język polski. Przez długie miesiące dzieło to wymagało od niego nie tylko erudycji i językowej precyzji, lecz także znacznego wysiłku, cierpliwości oraz osobistego poświęcenia. Tłumaczenie to oznaczało rezygnację z odpoczynku, podporządkowanie codziennego rytmu wymaganiom tekstu i pełne oddanie się zadaniu, którego ranga wykracza poza zwykły wysiłek translatorski. Dziękuję mu za pasję, wytrwałość oraz za wszystkie godziny i noce poświęcone temu dziełu.

„Tajemnica Katedr” Fulcanelliego była mi duchowo bliska na długo przed powstaniem Ars Diavoli – Biblioteki Diabologicznej. Należy do tych dzieł szczególnych, które przez lata pozostają obecne w pamięci i dojrzewają wraz z człowiekiem, aż nadejdzie właściwy moment ich ponownego objawienia. Z głęboką satysfakcją i uzasadnioną dumą przekazuję dziś polskiemu czytelnikowi tę argotycką księgę – zapieczętowaną siedmioma pieczęciami. Sic Luceat Lux.

Arkadiusz Siejda,

Kalinowo, 18 marca 2026 r.

Footer

Informacje

  • Strona główna
  • Blog
  • Polityka prywatności
  • Kontakt

Wydawca Arkadiusz Siejda

ul. Sportowa 1/2
19-314 Kalinowo

Telefon: +48 506 585 513
E-mail: kontakt@arkadiuszsiejda.pl

Newsletter

Nie przegap żadnej nowości i odbierz ebooka w prezencie

Copyright © 2026 Arkadiusz Siejda · Wykonanie: Rafał S. Puka

  • Ta strona korzysta z plików cookies w celach statystycznych oraz funkcjonalnych. Podczas korzystania ze strony cookies będą zapisywane w pamięci Twojego urządzenia.Polityka prywatnosci